Równoważny wymarsz równostrwożny

Równoważne i równostrwożne z tym zabiegi odzyskania pionu po stronie dalekich zwątpień równoległych sobie dwóch światów, których poszarpane blondem końcówki włosów są niczym innym jak memento mori z dalszym ciągiem odrostów.

Mglistą mazią z odtrącanych ocuceń-
płodnych i chłonnych moich dni, i nocy.

Zbawiennych tłumaczeń, definicji, zawierzań,
mamrotów, otrząsań i pobłąkań głową.

Zimnych ich twarzy, niebliskich wcale,
mało skutecznych, którzy są życie całe.

Szeptów umysłu, że żalu, mąk, bezcelów,
gdzieś poza zrozumieniem, ale nie za mną…

Mglistą mazią z odtrąconych ocuceń-
kaskaderskiej liny figury rozmaite.

Zbawiennych tłumaczeń, definicji, zawierzań,
równowagi pionizacji zmartwiałego ciała.

Zimnych ich twarzy, niebliskich wcale,
radości mydlane pod wpływem chwili.

Szeptów umysłu, że żalu, mąk, bezcelów,
bezgrymas uśmiechu do nocy pomieścić…

(Jeszcze jedna chwila, a pół roku oszukiwania siebie stanie się nałogiem).

Opublikowano laboratorium dextera. | Otagowano , , , , , , , , , , | 5 komentarzy

zima stuleci.

Wszystko jest pierwsze. Nauka chodzenia od nowa, nauka słów, pozytywnych myśli w gęstwinie nabrzmiałych bezradności. Pierwsze śniegi, sklepowy mikołaj budzący odrazę. Coraz więcej beznadziei. A człowiek się tym cieszył, każdym małym, żenującym dobrem, bo odbijało się uśmiechami między Twoją a moją twarzą. Teraz zostaje mnożące się poczucie bezwartości, bezidei, bezklucza, świadomość mechanizmów ubranych w świąteczne prezenty zagłuszeń. Ale po pierwszej zimie będzie wiosna, później już kilkadziesiąt wiosen dalej i Ty przy mnie, ręka w rękę.

Czy drzewo też tęskni za opadłym liściem,
Tym, z czubka korony? Z czubka korony drzew
silnych jak dęby lasów z dala od człowieka
tętniących urodzajem, drzew kruchych jak
wierzby płaczące w parku, w ogrodzie wśród
zadymionych człowieczeństwem pokoleń.
Drzewo ma miliony liści, ale tylko jedno
schronienie.

(Zastygły krwiobieg żywicznych zawieruszeń
jesiennych wieczorów, zimowych pogrzebów
kolejną warstwą chłodu i izolacji. Remont
drzew, skracanie rozrostów myślowych,
innowacyjne prania mózgów natury. Szkoda,
że nie jestem drzewem, że jestem wierzbą
płaczącą- rosnącą w pochyleniu ku Tobie…)

Opublikowano laboratorium dextera. | Otagowano , , , , , , , , , , | 8 komentarzy

Nowotwór wszystkich stron świata.

Czas miał leczyć rany, ale nikt nie powiedział, że najpierw musi rozrosnąć się cierpieniem na cztery pory roku, wszystkie strony świata, cztery kąty w moich zubożałych ścianach, krajobraz przed każdym horyzontem, kontury mojego ciała. Nikt nie przestrzegł przed apogeum depresyjnych lądów z dala od ludzkiego: „wszystko będzie dobrze”. Całe życie ślepych dążeń, by w jednej chwili nie móc dożywać i dosypiać kolejnego dnia, by żyć z przymusem w drżeniu rąk nas zdradzającym. Człowiek potrafi znieść wszystko, tylko czy wszystko potrafi znieść godnie?

Rozwija się we mnie nowotwór,
pulsuje Twoim Wspomnieniem w
narządach z braku Ciebie.
Nowotwór ten jest złośliwy i
groźny jak zakłócające niepokojem
lęki, które zwyrodniale się wypełniają
jak groźba, jak kara, jak piętno
życia ponad miarę, życia, kiedy
jest jeszcze więcej czasu na życie
bez powodu.

Opublikowano laboratorium dextera. | Otagowano , , , , , , , , , , | 26 komentarzy

dmuchawce

Są dwa światy, jeden do góry nogami. Ty jesteś w świecie, w którym Cię nie zabrakło. Jesteś uciekinierem, dmuchawcem, który nie zdążył się rozwiać mimo wiatrów, kataklizmów trylionów. Pogoda panująca we mnie utrzymuję Cię mimo zawirowań czterech pór roku. Jesteś dmuchawcem, który złamał się w połowie lata pod naciskiem mocnych słów, ludzi- kamieni, niezrozumień, wielkich wzruszeń, samotnych starć z melancholią? Nie rozwiałeś się, a mieliśmy rozwiać się razem. Nie będę już dmuchawcem, przeczekam w oporze przed sobą.

Byłam dmuchawcem,
latawcem,
przez wiatr.
(Krzyczeli po mnie dźwiękami odrazy
ze źródeł i strumieni żądań pokory,
a ja byłam potokiem, rozbryzgiwałam się
o gładkie pejzaże i duszności twardych kamieni).

Jestem dmuchawcem,
latawcem,
na wiatr.
(Nie zapomniałam jak jest być potokiem,
mam Jego Wspomnienie naszego pieniącego
się jedwabiu szarpanego przez dobre rady
wszystkich, co lepiej, więcej, lecz słabiej.
Nie zapomniałam jak to jest być potokiem,
ale bez Ciebie już nigdy nie będę szaleć
z matką naturą pod pachą, bo nie niesie
mnie wiatru zryw za jesienne niedoczekania,
lecz rozwiewa mnie, rozrzuca, roztrąca).

Jestem dmuchawcem?
latawcem?
Jestem zgorzkniały wiatr.

Opublikowano laboratorium dextera. | Otagowano , , , , , , , , , , | 6 komentarzy

Jesteś światem Fantazji w wydźwiękach melancholii

Jak wiele ciszy trzeba mieć w sobie, żeby przyjąć, że przeszłości nie ma… Jak wiele rozwagi, żeby nauczyć się żyć krótkimi dniami, które oferują stan nie do przyjęcia. Jak nie uciec do Ciebie, kiedy w ludziach tak mało człowieka, za którym się tęskni po Tobie. Ludzie nieświadomie wymierzają ciosy w twarz, kiedy mówią o tym, że nic nie powraca, że fotografie są fałszem, że ludzie, których już nie ma, to ich nie ma. Oni wciąż się uczą, a ja odbywam lekcje ze starań ponad siły. A ja chcę już kilkanaście lat wstecz, albo chociaż później, a to dopiero dwa miesiące narastającej tęsknoty, niedowierzań i bezradności, kiedy odebrano największą Radość mojego świata.

Jesteś Fantazją swojej Matki
stukilowym westchnieniem,
nadzieją na powroty lub bezpowrót
konieczny.

Jesteś Fantazją swojej Matki
nieopanowanym rąk drżeniem,
w utracie wiary poszukiwaniem Boga
niezbędnym.

Jesteś Fantazją swojej Matki
Rodzicielki, której cierpienie
rozumiane przez Matkę Boską
niezmiernie,

podaje Jej w snach Ciebie,
jak chwilowe fatamorgany
rozpływasz się nadzieją na
„dzień dobry” i nie do zobaczenia.

Jesteś Fantazją, nie do spełnienia,
nie do zaprzepaszczenia.

Opublikowano laboratorium dextera. | Otagowano , , , , , , , , , , | 5 komentarzy

Wielokąt z przerostem interpunkcyjnym.

Idę obok samej siebie, przyglądam się, czasami nie poznaję. Czasami odgrywam tą samą grę siły i pewności siebie, czasami chcę się zmienić. Jaką mnie znałeś, co myślałeś o mnie mimo miłości bezwarunkowej, o której zadecydował ktoś z góry. Która połączyła nas, bo ktoś wrzucił Twoje i moje tchnienie do tego samego worka wspólnych genów. Jaka jestem teraz, kiedy znasz mnie lepiej niż ja siebie. Jaka jestem, kiedy nie sypiasz i widzisz każdy kąt mnie, wielokąta z przerostem interpunkcyjnym. Czy choć trochę godna szacunku, czy choć trochę uzasadniona moja wybujała duma fantazji o człowieczeństwie, czy gdzieś we mnie jakieś konkretne cele, jakieś motywacje dla ciągłego zagmatwania i sprzeczności absurdów? Czy tak bardzo nieludzka i odległa Tobie, czy chciałbyś mnie znowu spotkać i poznać? Czy mógłbyś mnie pokochać, czy kochasz, a czy tęsknisz, czy mógłbyś zaakceptować?

Kochasz mnie jak przedtem,
czy słabiej, czy mocniej,
czy jeszcze dla Ciebie jestem?

Przenikasz mnie jak
suchą ziemię, której korzenie
młodo rozpęczniałe
zatrzymały się życiem.

Czy kochasz mnie
mocniej, słabiej,
jak przedtem?

Znasz mnie, przenikasz,
czy tak inna, obca, i dziwna?

Znasz mnie, przenikasz,-
Umysł kruchy myślą,
ciało, co nienachalnie,
nagannie się starzeje.
Wczoraj miałam lat 23,
dzisiaj mam ich dużo więcej.

W ciągu jednego dnia starsza
o ćwierć wieku.

(Mam już jakieś przeszło tysiąc lat,
gładką skórę, z wydrążoną zmarszczką
zmartwionego czoła pochmurnych
dni rogówek deszczów przybrzeżnych.
Sobą samą zamknięta poza siebie,
w sytuacyjnej przestrzeni zakotwiczonych
w pompującym, życiodajnym systemie
sytuacyjnych werdyktów, bez planów „B”,
bez werbli, i bez oklasków.
Teraz mnie znasz, czy mnie znałeś wcześniej?
Stan moich krętych korytarzty neuronów i
krwioobiegu złożonych.
Znasz, czy zapomniałeś mnie z przedtem,
czy jestem taka sama, czy tak bardzo inna jestem?
Kochasz mnie bardziej czy mniej, czy tak samo,
Chcę być przyjacielem, którego w pewnym momencie
zabrakło.

Lecz jak bardzo powinnam się wstydzić?)

Opublikowano laboratorium dextera. | Otagowano , , , , , , , , , , | 26 komentarzy

Warkocz życia wiecznego.

Jak żyć Tobą, żeby nie zapomnieć o świecie? Żyję pośród trujących bluszczy, które oplatają mnie skrzętnie urojeniami. Cała jestem zbudowana z urojeń. Dzisiaj pomyślałam jakbym się czuła, gdybyś jednak był, gdyby okazało się, że to niestrawny żart,- szybko urwałam myśl, za dużym kosztem się rozlała na moje podświadomości. Mam ich teraz trzy. Jedna zna prawdę. Druga jej nie zawierza. Trzecia je godzi, czeka na splecenie się w nierozerwalny już, żadną siłą, warkocz życia wiecznego. Żyję bez życia. Po prostu wstaję, zjadam posiłki, załatwiam potrzeby fizjologiczne, kąpie się, całą resztę czynności mieszam w papkę. Wszystko, co niewyuczone, nieodruchowe zamieniam w papkę pomyłek. Widzisz mnie, więc podobno jestem.

Warkoczem życia wiecznego-
upleciesz, obiecasz!- obejmiesz.
Cierpliwie zaczekam u dołu,
nieświadoma wielu rzeczy jeszcze.
Ale drugiej szansy nie będzie,
ale znasz mnie przecież,
więc obiecaj, że zostaniesz,
upleciesz, ramieniem obejmiesz.
Że tak wpleciemy się w siebie,
że nocy i dnia się już nie rozróżnia,
że okiem nie mruga i warg nie domyka,
że snu niepotrzeba, i czasu nie szuka.
Ja z ramion Cię już nie wypuszczę,
mi niebo, i ziemia, i Bóg, i czas odwrócony,
nic mi nie pozwoli na Ciebie ze spokojem patrzeć,
ja warkoczem się uplotę, uwiję, obejmę
wokół Ciebie, byś nie zostawił mnie znowu,
jak na ziemi, jak teraz, jak przedtem.

Opublikowano laboratorium dextera. | Otagowano , , , , , , , , , , | 25 komentarzy

Dom pełen zmian.

Musiałam docenić swoje życie w momencie, kiedy roztrzaskało się o barierę problemów nie do rozwiązania. Musiałam docenić życie, od którego odgrodził mnie wysoki, zimny mur. Ten mur nie pęka, a pięści mam w szwach. Znów, muszę zabrać swoje rany do domu.

W domu moim jest kąt,
z którego gryfu wychyla się wspomnienie
sensualnych doznań zaszczytu,-
Twoich początkujących dłoni w
rozwoju mistrzów bezgranicznym bezkresie.
Wciąż Twoja dłoń o struny melodię dzwoni,
wciąż jest ten kąt,- i co po nim?
W moim domu Twoje miejsce,
zawsze stojące, zawsze kochałam Cię z dołu.
I gesty Twoje, uśmiechy, oddechem zroszone
powietrze. Są ściany, co w ich strukturze
Twój głos jeszcze odbija się echem, i żart,
i śmiech, i energiczny szept,-
takiego znam Cię, nikogo więcej.

I chociaż wierzę, i wiara czyniła mnie
ciepłym kamieniem, to jestem pustynią,
trochę wilgotną, i trochę już zimną,
powoli rozsypują mnie na wietrze
pytania czy w niebie usłyszę Cię takiego,
jakim w moim domu jesteś…

Opublikowano laboratorium dextera. | Otagowano , , | 8 komentarzy

W poduszce puchem jesteś…

W jednym momencie życie nauczyło mnie płacić za błędy, nauczyło mnie czym jest nieodwracalne, czym jest miłość mimo wszystko, o której już nie można powiedzieć, czym jest tęsknota bez drogi powrotnej, czym jest odkupowanie win przy pomocy pogrążania się w otchłani sumienia, czym jest żal za grzechy, czym jest hierarchia wartości, czym prawdziwy strach przed życiem, czym zgorzknienie, czym czekanie do nie do zobaczenia, a do pożegnania z bólem, który wtargnął, wyszarpał, i zostawił dziurę wielką jak pustka niedoogarnienia. Nie ma rock&roll’a.

(Jak zalepić dziurę startych, słodko- szorstkich marzeń na utarcie życia? Jak na nowo zaparzyć herbatę, tymczasowo, kiedy nie można już przysiąść i nie płakać. Nie mam żalu, mam roztrwogę.)

Nad głową mam stan umysłu,
że jesteś obok, że jesteś ręką przy mnie,
że w poduszce puchem, że szepczesz
do ucha słowa bezdźwięcznie przeszywające
wyobraźnię urojeń, słowa ciepłe i żywe,
o życiu w lepszej stronie, o życiu za
krawędzią płaskiej ziemi życia od niechcenia.
Że jesteś szacunku nowym wyrazem,
nowym zrozumieniem, nazwanym przez
stoików inaczej. Ale weź mnie do swoich ramion
ekspresji bujnym gestem, zakołysz, podaruj
siebie z głębi zanoszeń od płaczu zbrojnych:
„nie potrafię tak dalej!” Unieś i umieść
w odpowiedzi na pytania: „gdzie jesteś?”,
„ile upłynie nim zobacze Cię wreszcie?”.
Dzisiaj jesteś dla mnie sennym dialogiem,
w którego prawdę wierzę bardziej niż w siebie,
jesteś dreszczem, który przeszywa nocą bez przypadku,
jesteś wszystkim, czym mijam,
wszystkim tym, w czym ulokowałam Ciebie,
niechłodem szarpnięcia liści tej najsmutniejszej jesieni,
kiedy się jej natura przepełnia
w prawdę kanonów przejawia,
w druzgocąco samotne umieranie dni.

Opublikowano laboratorium dextera. | Otagowano , , , , , , , | 7 komentarzy

spustoszenia niedokońca.

Kiedy się tęskni za zielenią i błękitem,- wtedy wytwórcy marzeń. Dobrze, że było kilka dni słonecznych w tej pogrążonej nami czerni, tych nas pogrążonych w jej żałobie, w Twoim odejściu, w naszej tęsknocie. Teraz wiem na pewno, że nie znam siebie i ten bezwstyd różnych zastanowień, i pewnych myśli mnie przeraża, kiedy rzeczywistość daje odpowiedź. Teraz wiem, że miłość jest najważniejsza, wiem, bo kiedy jej brak, to ludzie odchodzą na poszukiwania, a kiedy nie mogą odnaleźć, albo kiedy odnajdują, ale w ślepej uliczce, to odchodzą, i już nie szukają niczego.

(Raje i łąki, wspomnienia dzieciństewka utracone. Spustoszenie niedokońca. Raje rzeczywistością uderzone w twarz ich wzruszeń. Cierpienia nie do pocieszenia. Piździernik bezinteresownych uczuć, bezpodstawnej i mimo wszystko miłości).

Opublikowano laboratorium dextera. | 10 komentarzy

Perwersyjna Pani Domu.

Od dzisiaj chcę tu, jak u siebie. Lepić ciasto solnych słów oblanych goryczy słodkim smakiem. Chcę starać się, nie udawać, nie bać, być. Od dzisiaj cała w sobie, z siebie, ja, ze szczyptą mnie kiedyś, mnie z perwersji zlepków. Mnie pogrążonej w myślach, które szukają ujścia w słowie, w gramatycznym bezsensie, w wypowiedzi chaotycznym grymasie. Ja, szukająca siebie sprzed 25 sierpnia 2013roku, kiedy życie kazało mi nauczyć się żyć inaczej. A to mój wielki krok do przodu, a to moje poszukiwanie siebie, poznanie siebie, bez poszukiwania odpowiedzi na pytania, których treść narzucają jesienne wieczory. Nie szukam prawdy, jako humanista nie powinnam w nią wierzyć. Ty byłeś Prawdą, mnie stać na jej anonimową wersję bez powtórzeń.

 

 

Sztuka spóźniona.

 

Nigdy nie jest za późno.

 

Jest już za późno.

 

Nieodwracalne wraki umysłu,

 

drążące tunele między spustoszonymi łąkami,

 

co biją się pustką jak echem.

 

Odmęty odżywych wspomnień

 

nurzanych w czerni utopień.

 

Nigdy nie jest za późno.

 

Na to, co było za późno,

 

coś się straciło, bo czasu było za dużo.

 

Już nie tak będzie jak przedtem,

 

już fotografia mnie samej, jestem,-

 

choć nie taka, inna, niż wcześniej.

 

 

(Byłam łąką, świeżą, z trujących gruszek

 

i jabłek winnym sadem.

 

Byłam wichurą i gradu deszczem,

 

teraz utrzymuję go wilgocią słowa,

 

niezaprzeczalnie jestem,-

 

siwym, zbryzganym odmętem,

 

cieniem słońca z końca dzieciństewek.

 

 

 

Żyłam w chwilowych zaparzaniach herbaty,

 

jak earl gray, którego się kocha lub nienawidzi.

 

W stroskanym życiu, w dysonansie urojeń,

 

czy polubić, czy zrzucić i żyć kimś innym- ja.

 

Pogrążona w zieleni uspokajającej toni,

 

w czerwieni, co mnie budzi z dolin Niedouzupełnienia.

 

Teraz jestem pustynią, suchą, opustoszałą trochę,

 

gdyby nie chwilowe fatamorgany).

 

Opublikowano laboratorium dextera. | Otagowano , , , , , , | 16 komentarzy